Republika wytchnień i westchnień, czyli wiosna leśnych ludzi

Jest dokładnie szósta rano i leżę na łóżku w traperskiej chacie. Za grubymi drzwiami z sosnowych dech ptaki drą się entuzjastycznie, i jak mawia Wilk, niemiłosiernie. Mogę przez chwilę oddać się pracy, bo koza już rozpalona i w woda na poranny napar powoli grzeje się w miedzianym rondlu. Puki co w komórce bez mózgowej zostało jeszcze kilka ostatnich podrygów, nim wyłączy się pozbawiona życiodajnej energii z pustej ładowarki. Prądu, innego niż w mojej głowie i ciele, tu nie ma, zatem długo pewnie nie popracuję. Ale czasem jakość naprawdę nie wiąże się nijak z ilością. Czuję, że na tej “Ziemi bez chemii” tyle jest dobrej energii, że flow spływa już ku mnie miękko i bujnie wykwitną mi słowa.

Wczorajszego wieczoru, tuż przed zaśnięciem, miałyśmy z Wiki podobne mentalno-cielesne odczucie. Komputer pokładowy, przetwarzając pliki doświadczeń minionego dnia wyświetlił na ekranie gasnącej jaźni kluczowe obrazy. Nasze ręce znów zanurzyły się w gęstych grzywach koników polskich. Znów poczułyśmy ich silne szyje, ich mocno zbite mięśnie karków. Zapachniało nimi i obie, choć na wspólnej pryczy z desek i zawinięte w swe indywidualne kołdry i śpiwory, nagle znów poczułyśmy pod pilnymi palcami dziesiątki opitych żarłocznych kleszczy. Fuj! Czuję jak się wzdrygacie. Przepraszam, jeśli rażę tym obrazem w waszą wrażliwość, ale my też się wzdrygałyśmy, i odwracałyśmy głowy i zaciskałyśmy szczęki by nie puścić 🦚.
To znany Wam pewnie wszystkim psikus mózgu: lubi sobie wieczorem powyświetlać “best of” całego dnia. Ewidentnie, nasze wtorkowe doświadczenie wywarło i na ciele i na umyśle spore wrażenie, bo zasypiałam ciągle iskając koniki.

Niecałe dwie doby w bańce oderwania od cywilizacji to tak naprawdę za mało by sprawdzić czy i jak żyło by nam się w czasach bez prądu i bieżącej wody, bez kanalizacji i centralnego ogrzewania, bez bliskości materialnych zasobów z 🐸 i🐞.
Żaby, ropuszki i mnogość wszelakich bezkręgowców nie handlowych tu za to obfituje. Są rozliczne duże ptaki: bieliki, bociany, kruki i żurawie. Są lisy, wilki, borsuki i rysie. Są zasoby występujące naturalnie, zasoby zebrane w pasji i otrzymane w darze wdzięczności. Są w Republice Ściborskiej też zasoby zastałej i zastanej historii, wielkie i robiące takowe wrażenie wraki architektury dawnej, wciąż zamieszkałe budynki z innej epoki i kultury, co jak walec przetoczyła się przez te ziemie graniczne. Są urokliwe i praktycznie urządzone repliki i rekonstrukcje chat traperskich*, w których czas zatoczył magiczny krąg i podarowuje nam bańkę przeszłości. Są tuż za ich drewnianymi gankami jeziorka i rozlewiska, rzeczki i strumyczki, brzózki i trzcinki i mosteczki łączące dwa miękko schodzące ku wodzie obrzeża. Ach! jakie są na tych taflach żywych gry światła…

Są też ludzie, tacy z wizją i pasją i przekonaniem, że tu właśnie, nie gdzie indziej, jest ich miejsce na Ziemi, i tej ziemi. Nie boją się w niej zanurzyć rąk po pachy, nie stronią od wyginania pleców, nadwyrężania karków i oddawania swych ciał w ofierze i ziemi i przyrodzie i jakiejś szerszej jeszcze misji. Ludzie ci pełni są konsekwentnych przekonań i skłonni żyć z nimi na co dzień. Są też ich synowie, już wyrośnięci i w dal wyjechani za edukacją i doświadczeniem i chlebem, i jeszcze dziecię ostatnie – pełne słodyczy i ciekawości świata, boso biegające, z długą jak u koników polskich grzywą w oczach błękitnych – wierna kopia mamy, co już za chwilę, już za momencik w kopię ojca się zacznie przepoczwarzać. Ale jeszcze nie dziś i nie jutro. Jeszcze słodycz i szeroko otwarte w szczerości oczy. Chcecie go poznać, tego Franka, mówię Wam!

Są tu też, wrośnięte w krajobraz i prawie jak część przyrody, muzealne budynki pełne zbiorów cudnych i co idzie naturalnie za nimi, opowieści płynące wartkimi strumykami, są omlety przygotowane z czułością gościnności i stadko kotów z czego cztery białe, kropka w kropkę jak nasza Duszka, co z kaszubskiego lasu wyszła. Są psy pociągowe i takie z pociągiem do pieszczot. Są koniki przytulone i koniki polskie. Są ogrody ziół, mięt, porostów… Cały jest świat i życie też całe.

Bardzom sobie i tym ludziskom kochanym wdzięczna, że w tym naszym szaleństwie zielonego entuzjazmu oni mieli odwagę poprosić o pomoc, ja zaś fantazję ułańską chwycić Wiki za warkocz i przyjechać tu z Kaszub bez głębszego namysłu. Taki spontan, taki flow, taki lajf.
Oni na tej przygranicznej północno mazurskiej ziemi, my na dalekiej północy Kaszub, też w dziczy, choć jednak innej, bo innej, drobniejszej skali, żyjemy jednak połączeni grzybnią miłości i akceptacji naszych biotopów i biotonów lokalnych.
Fajnie czasem tak się odwiedzić i wzajemnie wspomóc.
Dziękuję Wam Justyno, Wilku i Franku za uchylenie drzwi do waszego świata. Cudnie było w nim chwilunię zagościć i w tej chacie traperskiej na trzech materacach odnaleźć swoją wewnętrzną królewnę na ziarnku dzikiego łubinu.

Edit: Republika Ściborska jest otwarta dla wszystkich, którzy potrzebują wytchnienia od cywilizacji i opiekuńczego uścisku od mateczki Natury. Jest 5 cudownych traperskich chat a w lecie również magiczne tipi. Wilku twierdzi, że wtedy Republika jest w stanie pomieścić nawet pięćset osób, ja sobie tego na szczęście nie musiałam nawet wyobrażać bo byłyśmy z Wiki same, we dwie 😆
To wyjątkowe i kojące ciało, duszę i umysł miejsce, gdzie przestrzega się poszanowania praw Natury – w tym prawa by nie kalać ciał naszych własnych żadnymi używkami, zatem Mili nie przywozimy tu ani alkoholu, ani tytoniu ani innych używek cywilizacji, włącznie z wulgarnym językiem, który też za szlabanem Republiki ma zostać.
Dodam jeszcze od siebie, że choć normalnie piję prawie codziennie kawę, to tu udało mi się bez niej trzy dni jakoś bezproblemowo wytrzymać, choć kawa jak najbardziej jest tu na półce w chacie kuchennej obecna i mile widziana. To na szczęście nie aż taka używka 😘 Natomiast mięsa do Ściborek nie przywoźcie proszę, bo to jak nasze teraz już Imieni, miejsce kuchni roślinnej, bezmięsnej.

Jeśli chcecie przyjechać do tej republiki dzikości sami, w parze lub z grupą, kontaktujcie się wprost z Wilkiem i Justyną pod mailem: biegnacy-wilk@post.pl lub telefonicznie: 604 292 997. To są przemili i bezpośredni ludzie i wszystko Wam wyjaśnią.
Ja kończę to pisać z Kaszub, bo komórka padła mi wtedy już w połowie tekstu. Ależ to było super uczucie być bez jej absorbującej energii choć przez pół dnia! Polecam! 😀

Z tej studni zaczerpniecie najczystszej wody w Polsce

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *