Wiedza, mądrość, wykształcenie… i poczwarka biedronki.

“Bo to mądry i wykształcony człowiek, o potężnej wiedzy” powiedziała Babcia Smok szuflując ze słoika wprost do mojej szeroko rozwartej małej paszczy kolejną porcję słodkich truskawek.
Na chwilę skupiłam się na miłej chrząstkości cukru przyklejonego do soczystych owoców. Rozgryzając go powoli między mleczakami trawiłam sobie w mojej pięcioletniej główce te babcine słowa o małym panu z ławki na przeciwko. Siedziałyśmy sobie z Marią w to czerwcowe przedpołudnie na naszej ulubionej ławeczce na górce przy różach, w Ogrodzie Saskim. Kto zna Lublin, ten wie gdzie.
Był rok osiemdziesiąty XXw zwanego przez niektórych wiekiem wiedzy. Oj dużo się przez tamte sto lat ludzkość nauczyła, wiele wiedzy nabyła ale czy zmądrzała jakoś istotnie, to ani ja ani Babcia nie wiedziałyśmy za bardzo.
Wracając jednak do tego konkretnego momentu i pana z ławki naprzeciw, o którym mówiła z takim szacunkiem Babcia; przyjrzałam mu się z nowym zaciekawieniem. Był w wieku “starszym” czyli pewnie babcinym, i czytał jakieś kolorowe pisemko. To oczywiście zainyrygowało mnie dodatkowo, bo może był tam mój wielbiony Filutek?
Babia wyskrobała z dna słoiczka ostatnią syropkową truskawę i skarmiwszy mi ją sprawnie, zakręciła przykrywkę, upchnęła nasze piknikowe resztki w czeluść torby swej zielonej i pchnęła mnie delikatnie ku obiektowi naszej nieco jednostronnej rozmowy. “Chodź, przywitamy się” zdecydowała i wzieła mnie za rękę, żebym się jej gdzieś nie rozpierzchła, np między różami w poszukiwaniu larw biedronek.
Pan okazał się jednym z wykladowców na Uniwersytecie Trzeciego Wieku, na który Maria uczęszczała z dewocją przerastającą wszystkie inne angaże w jej babcinym życiu. To wiedziałam nawet ja, choć naprawdę to niewiele wtedy jeszcze o mej babci wiedziałam i rozumiałam, ponad jej babciność, oczywiście. Ciekawe swoją drogą, jak mało możemy wiedzieć i jak niewiele rozumieć o najbliższych nam ludziach, i czy ma to jakiekolwiek znaczenie dla jakości naszej relacji? Co myślicie?
Wracając jednak znów do Babci Smok, to o tym, że chodzi z entuzjazmem na swój uniwersytet wiedzieliśmy wszyscy i było jasne, że bardzo ją to uszczęśliwia. Nawet dla 5 letniej mnie, z buzią pełną tej ostatniej truskawki.m bylo to jasne jak słońce, zatem przywitać bylo się trzeba z powagą godną nowej szacownej znajomości.
O czym i jak długo rozmawialiśmy tamtego słonecznego przedpołudnia w rozarium z miłym panem Wam niestety nie opowiem bo wspomnienie rozpłtwa się i kończy mniej więcej w tym miejscu.
Jego slodka, lekko lepka esencja pozostała ze mną aż do dziś bo uksztaltował się wtedy w mym umyśle koncept pewnego triumwiratu: mądrość – wiedza – wykształcenie.
Babcia Smok dorastała w czasach, kiedy kobiety nie mogły liczyć na dostępność dobrego wykształcenia, zawsze jednak była głodna wiedzy i kształciła się przez całe życie sama. Była bardzo mądra: umiała czerpać wiedzę o świecie od otaczajacych ją ludzi, samodzielnie wyciągać wnioski i uczyć się na podstawie swoich doświadczeń. Chętnie dzieliła się tą wiedzą z innymi i gdy w końcu, już jako młoda wdowa, miała nagle dużo więcej czasu to z radością poświęciła go by zdobyć bardziej formalne wykształcenie na Uniwersytecie Trzeciego Wieku.
Wiedza, mądrość i wykształcenie idą ze soba może nie w parze, bo są wszak we trzy, ale na pewno trzymają się za ręce i wspierają się czynnie. Mądrością jest poszukiwanie wiedzy, wykształcenie to proces, w ktorym poszerzamy i pogłębiamy naszą wiedzę. To czasem objawia się światu jako literki przed naszym nazwiskiem, ale w swej istocie jest czymś o wiele znaczniejszym: jest oddawaniem hołdu naszym zdolnościom poznawczym, naszemu cudownemu umysłowi i darowi ciekawości świata.
Wyobrazam sobie, że kiedy tamtego ciepłego przedpołudnia Maria rozmawiała ze swoim profesorem, ja po chwili byłam już po uszy w klombie róż. Tam była moja szkoła i tam, obserwując przyklejone pod listkami róż poczwarki biedronek stawiałam podwaliny pod moje własne wykształcenie.
Dziecięcy głód wiedzy jest jednym z cudów życia na ziemi. Dotyczy nie tylko nas ludzi jako sskakow naczelnych ale i wszystkich małych, świeżo wyklutych kręgowców.
Kiedy jako dziecko obserwunemy biedronkę, która właśnie się przepoczwarzyła – jest jeszcze kremowa – i dopiero na słońcu wychodzą jej kropki i czerwienieje nam w oczach, to właśnie wtedy pojawia się w nas głód wiedzy i ogromna potrzeba zrozumienia Świata.

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *