Na ferie zimowe, jeszcze jako dziecko w szkole podstawowej, jeździłam z mamą do Borów Tucholskich. W głębi przepięknych lasów mieścił się tam Dom Pracy Twórczej “Ustronie” – niezwykła ostoja dla różnej maści akademików, pisarzy i twórców wszelakich. Najwyraźniej wiedza, że kontakt z naturą sprzyja kreatywności ludzkiej nie była nowinką już nawet w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku.
Pamiętam jak co rano po śniadaniu, zwartą bandą dzieciaków przemykaliśmy się cicho po korytarzach, salach i czytelniach aby wybiec wreszcie na dwór i z piskiem pognać w las. Tam nikt już nie kontrolował naszych radosnych decybeli, nie zabraniał tupać na schodach i nie straszył psem gdy śmialiśmy się za głośno. W odróżnieniu od wnetrz okupowanych przez twórczy wysiłek naszych rodziców i innych poważnych dorosłych, las wokół dworku był domeną nieskrępiwania i akceptował cierpliwie naszą chałaśliwą aurę.
Nasz leśny świat sprzyjał zupełnie innym formom kreacji. Budowaliśmy szałasy z wiatrołomów, ze śniegu iglo, a na strumykach zapory lodowe; i tak mijały nam dni od poniedziałku do piątku. W weekendy kadra Ustronia starała się urządzać dla gości dodatkowe atrakcje: koncerty, konkursy recytatorskie i takie tam różne wyzwania. Muzykalna nigdy nie byłam, pamięci do wierszyków nie miałam, ale którejś zimowej soboty, w wieku być może lat jedenastu, zetknęłam się w Ustroniu z japońską sztuką układania ikebany.
W esencji swej pozornie prostej i ascetycznej, ikebana to ujęcie dosłownie kilku elementów roślinnych i natury nieożywionej w kompozycję, która jest i przyjemna dla oka i niosąca jakąś refleksję lub uczucie. To mnie, dziecko ciut introwertyczne, oczarowało i wciągęło. Z lasu wróciłam więc z naręczem zimowych skarbów i rzuciłam się w nurt kreacji. Ku memu zaskoczeniu, jedna z pierwszych moich ikeban “Harfa traw” wygrała tamten konkurs – klasyczny przykład fuksa nowicjuszki.
Teraz, po przerwie trwającej kilka dekad, wróciłam do tej pięknej i mądrej praktyki by dzielić się twórczą radością płynącą ze sztuki ikebany z uczestnikami moich Kąpieli Leśnych.
Pod koniec spaceru mogę zatem zaproponować Wam by poświęcić trochę czasu na ułożenie indywidualnej “Ikebany Intencji”. Las i czas który z nim spędzamy podczas praktyki Shinrin-yoku często daje nam nową klarowność i jasność co do tego za czym chcemy w życiu podążać. Otwierają się przed nami nowe okna i drzwi, a ta prosta i czysta technika układania ikebany bardzo pomaga doprecyzować to co z lasu wynosimy.
Mam dziś dla Was taką propozycję – kiedy będziecie w najbliższym czasie gdzieś w parku lub w lesie schylcie się po kilka gałązek, jakieś trawy pozostałe z jesieni i może kawałek kory lub kamyk. Następnie bez wielkiego kombinowania przyjrzyjcie się co wasze ręce z tego ułożą. Może zaskoczy Was jakaś nieoczekiwana i nagle uzmysłowiona intencja, uczucie lub myśl z którą wchodzicie w ten nowy rok.
Mi ostatnia z ikeban uświadomiła, że las to nie tylko moje wielkie gniazdo ale i wspólny dom pracy twórczej. Trochę jak tamto “Ustronie” – ukryte w mirażach wspomnień z dzieciństwa i głębinach Borów Tucholskich.